Archiwum kategorii ‘codzienność’

Poniedziałki nie muszą być wcale złe

Poniedziałek, luty 15th, 2010

Dzisiejszego dnia czekało mnie więcej pracy niźli w tygodniu ubiegłym. Dosłownie co chwila pojawiał się jakiś klient. W sumie to nawet lepiej. Dzień przeminął dosyć szybko, zaś pod jego koniec nie czekali na mnie żadni zionący specyfiką ziomale. To akurat stawiało dzień do tych bardziej udanych. Drzwi szklane tego mojego miejsca pracy były czyściutkie. Widać, że szefowa, albo któryś z pracowników czyścił je jeszcze w weekend. Przygotowania do kolejnego egzaminu oraz korków obiecanych Monice zostawiłem na dzień następny. Dzisiejszego wieczora chciałem jedynie odpocząć. Kulturoznawstwo nie należy do specjalnie ciężkich przedmiotów, dlatego śmiem twierdzić, że przyuczenie się na egzamin nie zajmie mi zbyt wiele czasu. Na pewno opanowanie pewnych tematów nie będzie szło tak topornie jak opanowywanie łaciny.  (więcej…)

Pierwsze chwilę po przybyciu z Poznania

Poniedziałek, luty 15th, 2010

Droga do rodzimego Międzychodu zajęła nam około dwóch godzin. Po drodze czytałem notatki z kulturoznawstwa. W przyszłym tygodniu to właśnie za ten przedmiot będę zmuszony się wziąć. Kultura ludów starożytnych nie jest specjalnie trudna. Powiedziałbym nawet, że jest ciekawa. Mateusz dostał wiadomość od Marcina. Zgodnie z jej treścią wszyscy zbierali się już na rynku. Byłem przekonany, że odrobinę się spóźnimy.  Okna autobusu ukazywały nam coraz mroczniejszy widok. Mroczny, ale wciąż jednak piękny. Nasze Noteckie lasy prezentują klasę samą w sobie. Świetnie to wygląda zimą. Patrząc na te obrazki aż chce się wziąć dobry aparat i porobić jakieś zdjęcia. Zamyśliłem się na jakiś temat, ale……już nie pamiętam konkretnie na jaki. Z zamyślenia wyrwało mnie zwalnianie autobusu w Kwilczu. Wysiedliśmy na Kościuszki. Szliśmy w kierunku rynku. Mięliśmy nadzieję, że natkniemy się tam na czekającą ekipą. Nic jednak z tego, bowiem nikogo tam nie zastaliśmy. Nikt też specjalnie nie pisał i nie dzwonił. Z wysłanej przez Marcina wiadomości wynikało jasno, że punktem zbiórki będzie rynek. Oprócz kilku bujających się „ worków” nie było nikogo z naszych. Mateusz nie miał zamiaru tego wieczora za dużo pić. Logicznie myśląc ja również nie powinienem. Ludzie z naszej ekipy wolą inne trunki niż piwo. Mateusz wprost przeciwnie. (więcej…)

Podkasując rekawy wziąłem się do roboty – lingua latine

Czwartek, luty 11th, 2010

Już w środę zajmowałem się kontynuacją wałkowania przed sesją zimową . Pierwszy egzamin przypada na niedzielę, więc nic innego nie robiłem jak tylko ślęczałem nad książkami  , a także  notatkami. Musiałem  prawidłowo  się przygotować.  Nie powiem, żeby przystąpienie do poprawki było czymś co dalece mi się uśmiechało . Nie martwiłem się o historię Bliskiego Wchodu. Moją piętą achillesową była łacina. Muszę na nią uważać. Z tego tytułu bardziej skupiłem się właśnie na tym antycznym języku. Egzaminy na uczelni to nie klasówka w podstawówce – trzeba się sporo wysilić,  by  zyskać jakąś pozytywną ocenę.  Zestresowany student ima się  przeróżnych  środków, które pomogą zyskać siły do dalszej nauki  albo  pobudzą nieco szare komórki. Jedni chwytają za yerba mate, drudzy zaś po inne specyfiki. Postanowiłem przejść się do apteki ( oczywiście, że niedorzeczne, ale jakkolwiek by to niedorzeczne nie było przewietrzyłem się dzięki czemu lepiej przyswajałem wiedzę ). (więcej…)

Po pracy wprost do Verony

Czwartek, luty 11th, 2010

Po zakończeniu swojej zmiany zacząłem iść wprost do domu .   Moim priorytetem na ten moment był pełny relaks po pracy .  Jednak nie dane mi było wrócić do domu od razu po pracy. Idąc prosto do domu minąłem zupełnie nieświadomie Ewelinę  , a także  Marcina. Nie zauważając ich minąłem ich bez żadnego słowa. Będąc już na Lipowcu odebrałem od nich telefon. Zamierzali się ze mną jeszcze spotkać . Dali znak, że siedzą w Veronie i czekają na mnie. Peszek. Nie miałem szczerze mówiąc ochoty do  spotkań . Byłem zmęczony. Było zimno, że już nie wspomnę, iż wygłodniałem w pracy. Wypadało jednak się cofnąć i do nich dołączyć.  Jeszcze po drodze musiałem trafić na tych inteligentów co potraktowali sprayem drzwi szklane mojego miejsca pracy.  Nie pojawiły się poważniejsze komplikację z racji ich spotkania na swojej drodze . Wydzierali się jedynie tym swoim charakterystycznym dla krawężnika żargonem. (więcej…)

Czyszczenie pokrzywdzonych drzwi

Czwartek, luty 11th, 2010

Chwilę popisałem z kolesiem, u którego planujemy imprezować w sobotę . Do tej pory organizowane były kameralne spotkania w parę osób przy piwku, na które zwykle nie miałem albo siły, albo ochoty, albo czasu. Nierzadko i jedno, i drugie, a także trzecie naraz.  Od dosyć dawna nie widziałem większości dobrych znajomych mieszczących się pod jednym dachem bądź w jakimkolwiek innym miejscu .  Pamiętam, że w dawniejszych czasach przy podobnych okazjach było naprawdę pamiętliwie i posiadam wiele ciekawych wspomnień z nimi związanych.  Właśnie dlatego z całą pewnością pojawię się u Marcina na chacie. Słuchałem czegoś spokojniejszego. Właściwie to w jakiś tam sposób natrafiłem na stronę poświęconą Tomaszowi Beksińskiemu. Kim jest ta postać ?  Mówiąc już o Beksińskich należałoby przyznać, że posiadał swój świat i swoje kredki .  Szeroko znany jest ze względu na audycje, które prowadził w Radiowej Trójce. To dzięki niemu Polacy mięli szanse poznać takie zespoły jak Lacrimosa czy XIII Stoleti.  Zapoznał młodych ludzi w kraju z muzyką gotycką zarażając ich nią. Właśnie jego audycją zawdzięczamy początek rozwoju kultury gotyckiej w naszym kraju .  (więcej…)

Nie sprzedając alkoholu nieletnim – ostrożności nigdy za wiele

Czwartek, luty 11th, 2010

Niewiele brakowało, a skończyłbym na ziemi ze względu na to jak jest ślisko . Droga do pracy była niezbyt  przyjemna. Wkrótce znalazłem się w sklepie.  Kolejne cztery godziny upłynęły mi pod znakiem obsługiwania klientów przy ladzie . W przypadku, gdy ruch bywa  pokaźny  czas upływa mi generalnie szybciej niż wtedy, gdy ruch jest mniejszy.  Najwięcej jest pracy przed weekendami  , a także  świętami, zaś w takie dni jak dzisiaj różnie. W związku z tym, że poniedziałkowe popołudnie przywitało mnie rzadkim obsługiwaniem przy ladzie stałem sobie czytając  „ Mystic Art.”  Tego rodzaju prenumeraty kupuję często, by wiedzieć co dzieje się konkretnego na rynku muzycznym.   Parokrotnie robiłem sobie w tym przerwę, by obsłużyć kupujących ludzi . Gorzej jest pracować późnymi wieczorami,  bo  wpadają czasami  nawaleni kolesie – nierzadko agresywni. Należy się z czymś takim liczyć. Mniej więcej około godziny 18.00 drzwi szklane otworzyły się ukazując postaci dwóch niekoniecznie trzeźwych małolatów.  Można było zauważyć przed sklepem kilku ludzi . (więcej…)