Pierwsze chwilę po przybyciu z Poznania

Droga do rodzimego Międzychodu zajęła nam około dwóch godzin. Po drodze czytałem notatki z kulturoznawstwa. W przyszłym tygodniu to właśnie za ten przedmiot będę zmuszony się wziąć. Kultura ludów starożytnych nie jest specjalnie trudna. Powiedziałbym nawet, że jest ciekawa. Mateusz dostał wiadomość od Marcina. Zgodnie z jej treścią wszyscy zbierali się już na rynku. Byłem przekonany, że odrobinę się spóźnimy.  Okna autobusu ukazywały nam coraz mroczniejszy widok. Mroczny, ale wciąż jednak piękny. Nasze Noteckie lasy prezentują klasę samą w sobie. Świetnie to wygląda zimą. Patrząc na te obrazki aż chce się wziąć dobry aparat i porobić jakieś zdjęcia. Zamyśliłem się na jakiś temat, ale……już nie pamiętam konkretnie na jaki. Z zamyślenia wyrwało mnie zwalnianie autobusu w Kwilczu. Wysiedliśmy na Kościuszki. Szliśmy w kierunku rynku. Mięliśmy nadzieję, że natkniemy się tam na czekającą ekipą. Nic jednak z tego, bowiem nikogo tam nie zastaliśmy. Nikt też specjalnie nie pisał i nie dzwonił. Z wysłanej przez Marcina wiadomości wynikało jasno, że punktem zbiórki będzie rynek. Oprócz kilku bujających się „ worków” nie było nikogo z naszych. Mateusz nie miał zamiaru tego wieczora za dużo pić. Logicznie myśląc ja również nie powinienem. Ludzie z naszej ekipy wolą inne trunki niż piwo. Mateusz wprost przeciwnie. Poszliśmy do żabki. Po przekroczeniu progu sklepu zauważyłem, że przy ladzie jest moja stara znajoma z podstawówki.

595

Czyżby praktyki ? Stupa- bo tak nazywamy Mateusza przystąpił do wyboru jakiegoś piwka. Wybrał lecha i podszedł do lady. W międzyczasie drzwi szklane otworzyły się, zaś przed nami wyrósł pewien dość znany mi jegomość. O ile dobrze sobie przypominam to koleś, który pluł się pod sklepem na mojej zmianie. Cholera. Spojrzał się tak jakby coś sobie przypominał. Mogło być bardzo nieprzyjemnie, więc chciałem jedynie znaleźć się już na miejscu, albo chociażby w jakieś rozsądnej odległości od tego kolesia. Nie wiadomo tez czy był sam, czy może czekali na niego „ziomale”.  Wychodząc z żabki powiedziałem Mateuszowi o tym kolesiu. Niebezpiecznie mogło być, więc postanowiliśmy się nieco oddalić. Jak prawidłowo wykalkulowałem ziomale rzeczywiście stacjonowali na rynku przy rybaku i wyglądali jakby się na coś przygotowywali. Zaczęli na nas wrzeszczeć. Z jednym łosiem bym sobie poradził, ale nie z 5. Błyskawicznie dostaliśmy buta. W ciągu zaledwie krótkiej chwili znaleźliśmy się nieopodal podstawówki. Dostaliśmy następnie telefon od Marcina. Byli już u niego w domu i czekali na nas.

Tagi: , , , , ,

Dodaj odpowiedź