Poniedziałki nie muszą być wcale złe
Dzisiejszego dnia czekało mnie więcej pracy niźli w tygodniu ubiegłym. Dosłownie co chwila pojawiał się jakiś klient. W sumie to nawet lepiej. Dzień przeminął dosyć szybko, zaś pod jego koniec nie czekali na mnie żadni zionący specyfiką ziomale. To akurat stawiało dzień do tych bardziej udanych. Drzwi szklane tego mojego miejsca pracy były czyściutkie. Widać, że szefowa, albo któryś z pracowników czyścił je jeszcze w weekend. Przygotowania do kolejnego egzaminu oraz korków obiecanych Monice zostawiłem na dzień następny. Dzisiejszego wieczora chciałem jedynie odpocząć. Kulturoznawstwo nie należy do specjalnie ciężkich przedmiotów, dlatego śmiem twierdzić, że przyuczenie się na egzamin nie zajmie mi zbyt wiele czasu. Na pewno opanowanie pewnych tematów nie będzie szło tak topornie jak opanowywanie łaciny. Słuchając cichej i spokojnej muzyki z radioodtwarzacza czytałem pewną książkę.

W taki sposób spędziłem cały ten wieczór. Właściwie to zbyt wiele to ja z niego nie miałem, ale cóż. Zadzwoniła do mnie Monika. Jak się chwilę później okazało chciała się upewnić czy odczytałem wiadomość na naszej klasie i czy nie mam nic przeciwko. Podała mi dość interesującą wiadomość. Z tego co zrozumiałem zaproponowała mi przewaletowanie na akademiku u jej kumpeli. Bravo. Jako osoba podejrzewam, że inteligentna odgadnęła zapewne, że mogę mieć trudności ze znalezieniem kąta do przekimania. Wiadomo jak jest. W najgorszym razie czekała by mnie noc na pekapie, a to z kolei wcale mi się nie uśmiecha. Dobrze, że do mnie zadzwoniła. Potwierdziłem swoją obecność w akademiku tej nocy. Siedziałem tego wieczora do północy, by położyć się ostatecznie spać.
Tagi: akademik, drzwi szklane, korepetycje, kulturoznawstwo, Poznań, sklep